Czy strona internetowa działa - sprawdzenie dostępności

Jedno kliknięcie pokazuje kod odpowiedzi, czas reakcji serwera i pełny łańcuch przekierowań.

Sprawdzenie cudzej domeny wymaga zapytania z naszego serwera - inaczej się nie da. Nie prowadzimy dziennika sprawdzanych adresów.

Sprawdź, czy strona działa

Brakujący protokół dopiszemy sami jako https://. Możesz podać pełny adres razem ze ścieżką - sprawdzimy dokładnie tę podstronę, a nie stronę główną.

-

Wpisz adres i kliknij „Sprawdź”. Żądanie wychodzi z naszego serwera, więc odpowiada na pytanie „nie działa tylko u mnie czy w ogóle”.

-Kod odpowiedzi
-Czas odpowiedzi
-Przekierowania
-Serwer
Rozróżniamy cztery sytuacje
Brak odpowiedziserwer milczy
Błąd serwera (5xx)serwer żyje, aplikacja nie
Pętla przekierowańbłąd konfiguracji
Wadliwy certyfikatostrzeżenie w przeglądarce
Błąd adresu (4xx)serwis działa, adres nie
Odpowiedź 2xx lub 3xxstrona działa

Rozróżnienie jest istotne, bo prowadzi do zupełnie innych działań. Przy 5xx dzwonisz do osoby od aplikacji, przy braku odpowiedzi do hostingu, przy 404 poprawiasz link, a przy pętli szukasz sprzecznych reguł przekierowań.

Najczęstsze kody odpowiedzi
200strona zwrócona poprawnie
301przeniesiono na stałe
302przeniesiono tymczasowo
403dostęp zabroniony
404nie znaleziono strony
429zbyt wiele żądań
500błąd aplikacji
502błędna odpowiedź bramy
503usługa niedostępna

Jak używać

  1. Wpisz adres strony. Protokół możesz pominąć, bo dopiszemy https:// sami, a jeśli podasz pełny adres ze ścieżką, sprawdzimy dokładnie tę podstronę.
  2. Kliknij „Sprawdź” i poczekaj chwilę. Duży komunikat odpowiada wprost, czy strona działa, czy nie odpowiada.
  3. Pod komunikatem pojawiają się cztery liczby, czyli kod odpowiedzi, czas reakcji, liczba przekierowań i nazwa rozpoznanego serwera.
  4. Przełącznik „Co pokazać” zmienia widok szczegółów. Dostępne są podsumowanie z czasami, pełny łańcuch przekierowań krok po kroku i lista wszystkich nagłówków odpowiedzi.
  5. Jeśli problem dotyczy certyfikatu albo nazwy domeny, przyciski pod szczegółami prowadzą prosto do sprawdzenia certyfikatu i rekordów DNS.
  6. Przycisk „Sprawdź ponownie” powtarza żądanie. Nic nie zapamiętujemy, więc każde sprawdzenie mówi o stanie z tej chwili.

Wskazówki

  • Sprawdzenie idzie z naszego serwera, nie z Twojego komputera. Jeśli tu strona działa, a u Ciebie nie, przyczyna leży po Twojej stronie. Odpowiada za to zwykle DNS operatora, sieć firmowa, rozszerzenie w przeglądarce albo pamięć podręczna.
  • Kod 403 przy sprawdzaniu dużych serwisów nie zawsze oznacza awarię, bo część z nich blokuje żądania bez pełnej przeglądarki. Otwórz wtedy stronę ręcznie i porównaj.
  • Pobieramy same nagłówki, a gdy serwer nie akceptuje takiego żądania, pierwsze dwa kilobajty treści. Nie generujemy ruchu na cudzym serwerze i nie liczymy się w jego statystykach jako pełna odsłona.
  • Śledzimy najwyżej pięć przekierowań. Więcej oznacza w praktyce błąd konfiguracji, bo przeglądarki i tak przerywają w podobnym miejscu.
  • Wolna odpowiedź nie zawsze oznacza wolny serwer. Rozbij czas na części w podsumowaniu: długie nawiązywanie połączenia wskazuje na sieć, długie uzgadnianie szyfrowania na konfigurację TLS, a długi czas całkowity przy szybkim połączeniu na samą aplikację.

Podejrzewasz problem z certyfikatem? Zajrzyj do sprawdzania certyfikatu SSL. Strona nie odpowiada, bo domena wskazuje zły adres? Sprawdź adres IP domeny i rekordy DNS.

Strona internetowa nie działa u wszystkich czy tylko u Ciebie?

Gdy strona się nie otwiera, pierwsze pytanie brzmi zawsze tak samo. Problem siedzi w serwisie czy w moim połączeniu? Żądanie wychodzi tutaj z naszego serwera, a nie z Twojego komputera, więc wynik rozstrzyga tę wątpliwość. Strona internetowa, która odpowiada nam poprawnie i pozostaje niedostępna u Ciebie, wskazuje na przyczynę lokalną. Najczęściej odpowiada za to rozwiązywacz DNS operatora z nieaktualnym wpisem, filtr w sieci firmowej, rozszerzenie blokujące treści albo pamięć podręczna przeglądarki.

Samo sprawdzenie jest celowo lekkie i szybkie, bo pobieramy tylko nagłówki odpowiedzi, a gdy serwer nie obsługuje takiego żądania, pierwsze dwa kilobajty treści. Nie ściągamy obrazków, arkuszy stylów ani skryptów, więc nie obciążamy cudzego serwera i nie zaburzamy jego statystyk. Wynik opisuje stan w czasie rzeczywistym, ponieważ niczego nie trzymamy w pamięci podręcznej. Zanim zgłosisz awarię do hostingu, sprawdź, jaki kod zwraca serwer, bo to on wskazuje, po czyjej stronie leży problem.

Cztery różne rodzaje „nie działa”

Problemy z dostępnością dzielą się na cztery rodzaje, które w przeglądarce wyglądają podobnie, a prowadzą do zupełnie innych działań. Brak odpowiedzi oznacza, że nie udało się nawiązać połączenia. Serwer milczy, odrzuca połączenie albo domena nie prowadzi do żadnego adresu. To sytuacja najpoważniejsza i najczęściej sprawa dla hostingu.

Inaczej wygląda błąd serwera, czyli kod z zakresu 500. Domena działa, serwer odpowiada, ale aplikacja na nim nie potrafi zbudować strony. Przyczyną bywa błąd w kodzie, przepełniona baza danych albo wyczerpana pamięć, a przy stronie na WordPressie zwykle nieudana aktualizacja wtyczki lub motywu. Rozróżnij 500 (błąd samej aplikacji) od 502 i 504 (serwer pośredniczący nie doczekał się odpowiedzi od aplikacji) i od 503 (usługa celowo wyłączona, na przykład na czas aktualizacji).

Pętla przekierowań to sytuacja, w której serwer odsyła w kółko pod te same adresy. Klasyczne przyczyny to sprzeczne reguły „z www na bez www” i „z bez www na www” albo wymuszanie HTTPS na serwerze stojącym już za bramą, która to szyfrowanie zdejmuje. Przeglądarka pokazuje wtedy błąd „zbyt wiele przekierowań”.

Wadliwy certyfikat SSL jest przypadkiem szczególnym, bo strona odpowiada poprawnie, a mimo to przeglądarka pokazuje ostrzeżenie przed wejściem. Dla odwiedzającego wygląda to jak awaria, choć technicznie serwis działa i nadal zwraca kod 200, a ostrzeżenie zniknie dopiero po odnowieniu certyfikatu. Oznaczamy tę sytuację osobno, bo ważne jest, żeby odróżnić ją od awarii aplikacji, a datę ważności i łańcuch zaufania obejrzysz w sprawdzaniu certyfikatu SSL.

Łańcuch przekierowań i to, jak szybko odpowiada serwer

Wpisanie adresu bez protokołu i bez „www” zwykle uruchamia kilka przekierowań pod rząd, z HTTP na HTTPS, z wersji bez „www” na wersję z „www”, ze starego adresu na nowy. Każdy krok to osobne żądanie i osobne opóźnienie, a przeglądarka wykonuje je po kolei.

Widok krok po kroku ma dwa praktyczne zastosowania. Pierwsze dotyczy szybkości, bo łańcuch trzech przekierowań przed wyświetleniem strony to zwykle kilkaset dodatkowych milisekund, które da się usunąć, kierując od razu do adresu docelowego. Drugie dotyczy SEO. Łańcuchy przekierowań rozmywają sygnały przekazywane między adresami, a mieszanie przekierowań stałych (301) z tymczasowymi (302) potrafi zablokować przekazanie tych sygnałów w ogóle. Zdrowa konfiguracja to jedno przekierowanie stałe prowadzące wprost do adresu docelowego.

Co można wyczytać z nagłówków odpowiedzi

Nagłówki to metadane odpowiedzi, informacje o niej samej, nie o jej treści. Kilka z nich przydaje się w codziennej diagnostyce. Server i X-Powered-By zdradzają oprogramowanie serwera, choć często są celowo ukrywane. Cache-Control mówi, jak długo przeglądarki i serwery pośredniczące mogą trzymać odpowiedź; zbyt agresywne ustawienie to najczęstsza przyczyna „zmieniłem stronę, a nadal widać starą”. Content-Type określa rodzaj treści i kodowanie znaków, a błąd w tym miejscu daje krzaczki zamiast polskich liter.

Osobną grupą są nagłówki bezpieczeństwa. Strict-Transport-Security wymusza na przeglądarce łączenie się wyłącznie po HTTPS, Content-Security-Policy ogranicza źródła skryptów i stylów, X-Content-Type-Options blokuje zgadywanie typu treści. Ich obecność mówi sporo o tym, czy ktoś zajmował się konfiguracją serwera, czy zostawił ustawienia domyślne.

Pojedyncze sprawdzenie a automatyczny monitoring stron internetowych

Pojedyncze sprawdzenie opisuje działanie strony w tej chwili. Klikasz, dostajesz kod odpowiedzi i czas reakcji, a na tym historia się kończy, bo niczego nie zapisujemy. Monitoring stron działa inaczej, bo zewnętrzna usługa odpytuje Twoją stronę co kilka minut przez całą dobę, prowadzi historię niedostępności i wysyła powiadomienie SMS albo e-mail, gdy serwis przestaje odpowiadać.

Wybór między jednym a drugim zależy od tego, ile kosztuje minuta przerwy. Przy blogu albo stronie wizytówce wystarczy sprawdzić dostępność strony internetowej wtedy, gdy ktoś zgłosi problem. Sklep internetowy jest w innej sytuacji, bo każda minuta niedostępności to porzucone koszyki i telefony od klientów. Sami takiej usługi nie prowadzimy, ponieważ wymagałaby kont użytkowników i przechowywania danych kontaktowych.

Najczęstsze pytania

Jak sprawdzić, czy strona internetowa działa?

Wystarczy wkleić adres w pole na górze i kliknąć „Sprawdź”. Zaraz potem zobaczysz werdykt, kod odpowiedzi HTTP, czas reakcji serwera i liczbę przekierowań po drodze, a całe sprawdzenie ma limit dziesięciu sekund. Sprawdzenie odbywa się online, za darmo i bez zakładania konta, więc nie musisz niczego instalować. Adres podasz z protokołem albo bez, a jeśli interesuje Cię konkretna podstrona, wklej pełny adres razem ze ścieżką.

Dlaczego moja strona internetowa nie działa?

Najczęstsze przyczyny, dla których strona przestaje działać, układają się w krótką listę, a kod odpowiedzi zwykle wskazuje źródło problemu. Kod 500 przy witrynie na WordPressie to zazwyczaj nieudana aktualizacja wtyczki albo wyczerpany limit pamięci PHP. Brak odpowiedzi wskazuje na hosting, wygasłą domenę albo zły wpis w rekordach DNS. Ostrzeżenie przeglądarki przy poprawnie odpowiadającym serwerze oznacza wygasły certyfikat SSL, a kod 403 pojawia się po zablokowaniu dostępu przez zaporę lub system antybotowy.

Strona działa u Was, ale nie u mnie. Co dalej?

To znaczy, że problem jest po Twojej stronie, więc sprawdź cztery rzeczy w tej kolejności. Zacznij od pamięci podręcznej przeglądarki i otwórz stronę w oknie prywatnym. Potem wyłącz na chwilę rozszerzenia blokujące treści. Trzeci kandydat to rozwiązywacz DNS operatora z nieaktualnym wpisem, co przetestujesz, wchodząc przez sieć komórkową zamiast domowej. Zostają filtry w sieci firmowej albo szkolnej, które potrafią blokować całe kategorie adresów.

Czy ping wystarczy, żeby sprawdzić dostępność strony?

Ping mówi tylko tyle, że host odpowiada na pakiety ICMP. Wiele serwerów blokuje je z zasady, choć strony na nich działają bez zarzutu. Bywa i odwrotnie, bo maszyna odpowiada na ping nawet wtedy, gdy serwer HTTP już się poddał. Sprawdzenie po HTTP odpowiada na pytanie, które naprawdę zadaje użytkownik, czyli czy strona się otworzy.

Dostaję kod 403, ale strona otwiera się normalnie w przeglądarce. Dlaczego?

Bo część serwisów rozpoznaje żądania niepochodzące z pełnej przeglądarki i odrzuca je z góry, co dotyczy zwłaszcza dużych portali, sklepów internetowych i serwisów w mediach społecznościowych chronionych systemami przeciwdziałającymi automatom. Nasze żądanie przedstawia się uczciwie jako narzędzie diagnostyczne i nie wykonuje skryptów, więc bywa odrzucane. W takiej sytuacji kod 403 mówi „serwer działa i świadomie odmówił”, nie „strona jest zepsuta”.

Czy zobaczę tu awarię internetu u mojego operatora?

Nie, narzędzie sprawdza jeden podany adres i nie ocenia stanu sieci u dostawcy łącza. Jeśli jednak kolejne sprawdzane strony odpowiadają nam poprawnie, a Tobie nie otwiera się żadna, problem leży po stronie Twojego łącza albo sprzętu. Masową awarię potwierdzisz najszybciej na stronie statusowej operatora lub na jego infolinii.

Dlaczego nie sprawdzacie strony z kilku krajów naraz?

Bo wymagałoby to utrzymywania serwerów w kilku częściach świata wyłącznie na potrzeby tego jednego narzędzia. Sama specyfikacja tego rozwiązania odradza przy obecnej skali, bo koszt jest stały i realny, a korzyść dotyczy wąskiej grupy przypadków, głównie serwisów blokujących ruch z wybranych regionów. Sprawdzenie z jednego miejsca w Polsce odpowiada na najczęstsze pytanie, czyli „czy strona w ogóle odpowiada”.

Czy dodacie monitoring strony i powiadomienie o awarii?

Nie planujemy tego, bo cykliczny monitoring wymaga bazy zapisanych adresów, zadania uruchamianego co kilka minut, obsługi powiadomień i przechowywania adresu e-mail razem ze zgodą na jego przetwarzanie. Zamieniłoby to narzędzie bezstanowe w usługę z kontami użytkowników, czyli w coś zupełnie innego niż reszta tego serwisu. Do pilnowania własnych stron internetowych lepiej nadają się serwisy wyspecjalizowane w tym jednym zadaniu, z historią awarii i powiadomieniami SMS.

Co dokładnie pobieracie ze sprawdzanej strony?

Najpierw same nagłówki odpowiedzi, bez treści. Jeśli serwer nie akceptuje takiego żądania i odpowiada kodem 405 albo 501, powtarzamy je zwykłą metodą, ale ograniczamy pobieranie do pierwszych dwóch kilobajtów. Nie ściągamy obrazków, arkuszy stylów ani skryptów. Śledzimy najwyżej pięć przekierowań, całe sprawdzenie ma limit dziesięciu sekund, a przed każdym krokiem, w tym po przekierowaniu, sprawdzamy, czy adres nie prowadzi do sieci prywatnej.

Czy zapisujecie adresy, które sprawdzam?

Nie zapisujemy żadnego z nich. Adres służy do wysłania jednego żądania i znika razem z zakończeniem obsługi. Wyniku sprawdzenia w ogóle nie trzymamy w pamięci podręcznej, bo odpowiedź ma dotyczyć stanu z tej chwili, nie sprzed kilku minut. Nie prowadzimy dziennika sprawdzanych adresów i nie mamy kont użytkowników. Sprawdzana strona zobaczy natomiast w swoim logu adres naszego serwera - nie Twój.